Psychologowie po raz kolejny przypominają nam, że wszyscy wywodzimy się z dzieciństwa, które ukształtowało nasz sposób interakcji ze światem.
Unikanie bliskich relacji jest często sposobem samoobrony, a nie wrodzoną aspołecznością / fot. pxhere.com
Dorośli, którym brakuje bliskich przyjaciół i romantycznego partnera, niekoniecznie są aspołeczni lub nieprzyjemni w towarzystwie. Często przyczyna leży w tym, że od dzieciństwa ukształtowali psychologiczny mechanizm samoobrony, który polega na minimalizowaniu kontaktów społecznych w trosce o własny spokój ducha. Pisze o tym publikacja Silicon Canals, powołując się na badania psychologiczne.
Jak zauważa autor publikacji, niektóre osoby w dzieciństwie nauczyły się, że otwartość w komunikacji prowadzi do cierpienia psychicznego, a prośba o pomoc kończy się pewną formą kary, a nie samą pomocą. Jako dorośli, tacy ludzie niekoniecznie stają się ponurzy i nieprzyjemni w komunikacji. Wręcz przeciwnie, mogą wydawać się życzliwi i samowystarczalni, ale nie pozwalają nikomu być naprawdę blisko nich i nie ufają nikomu ze swoimi zmartwieniami i problemami.
Brytyjski psychiatra John Bowlby opracował tak zwaną teorię przywiązania, która mówi, że wczesne doświadczenia interakcji z rodzicami determinują sposób, w jaki dana osoba buduje relacje w dorosłym życiu. Jeśli dziecko było wspierane i otoczone opieką, tworzy się bezpieczny rodzaj przywiązania. Jeśli rodzice byli emocjonalnie zimni lub niekonsekwentni, dziecko uczy się tłumić własne potrzeby.
W takich przypadkach ludzie często stają się „kompulsywnie samowystarczalni”, co oznacza, że nadmiernie polegają tylko na sobie i unikają kontaktu z innymi, nawet gdy potrzebują czyjejś pomocy. Według Bowlby’ego nie oznacza to, że tacy ludzie nie chcą intymności – po prostu chcą jeszcze bardziej uniknąć potencjalnego bólu.
Badania naukowe pokazują, że około 20 procent dorosłych ma tak zwany „unikający typ przywiązania”. Osoby te nie mają problemu z kontaktami społecznymi, ale mają trudności z pogłębianiem relacji. Mogą mieć wielu znajomych, ale nikogo, kto by ich naprawdę znał. Naukowcy podkreślają, że problemem nie jest brak umiejętności społecznych, ale wewnętrzny zakaz bliskich relacji.
„To nie aspołeczność. To adaptacja. To dziecko, które zrozumiało zasady panujące w jego konkretnej rodzinie i przestrzega ich” – czytamy w publikacji.
Jedynym problemem jest to, że gdy dziecko dorasta i opuszcza dom rodzicielski, nawyk utrzymywania dystansu od wszystkich nie znika, a jest jedynie maskowany. Taka osoba może wydawać się spokojna, ale jej ciało jest pod wpływem zwiększonego stresu. Ponadto przywiązanie unikające wiąże się z wyższym ryzykiem depresji i lęku, które często pozostają niezauważone.
„Dorosły bez przyjaciół nie zawodzi społecznie. Z powodzeniem stosuje jedyną strategię, której nauczył się jako dziecko” – wyjaśniają eksperci.
Jednocześnie długoterminowe badania, w szczególności Harvard Study of Adult Development, sugerują: to właśnie obecność bliskich relacji jest kluczowym czynnikiem szczęścia i zdrowia. Naukowcy szacują, że samotność może być równie szkodliwa jak palenie tytoniu czy otyłość.
Wyjściem z tej sytji, jak zauważają autorzy, nie jest zwiększanie liczby znajomych, ale stopniowe budowanie zaufania. W szczególności chodzi o potrzebę odbycia przynajmniej jednej szczerej rozmowy, o umiejętność podzielenia się swoimi prawdziwymi emocjami z co najmniej jedną osobą.
Inne ciekawe publikacje na temat psychologii
Jak pisze My, naukowcy z University of Queensland odkryli, że ludzie w szczęśliwych związkach częściej przybierają na wadze, ponieważ mniej przejmują się swoim wyglądem i czują akceptację ze strony partnera. Jednocześnie takie pary zazwyczaj prowadzą zdrowszy tryb życia i rzadziej mają złe nawyki.
Powiedzieliśmy również, że nie ma uniwersalnych wskazówek dotyczących zwiększania produktywności, a popularne „systemy sukcesu” często nie pasują do osób o głębokim typie myślenia. Najlepsze wyniki osiąga się, gdy dana osoba buduje własne podejście do pracy, skoncentrowane na jej cechach poznawczych i zdolności koncentracji.

